Z pamiętnika introwertyka


Zdradzę Wam dziś pewną wielką tajemnicę na swój temat.

Nie lubię ludzi.

Źle, oj źle to zabrzmiało, dlatego spieszę z wyjaśnieniami, do których posłuży mi ten post. Jak wiecie, ludzie są różni. Niektórzy są bardziej otwarci i towarzyscy, inni mniej. Ja na przykład mocno należę do tej drugiej kategorii i czym dłużej żyję, tym bardziej się z tym oswajam i tym mniej mi to przeszkadza. 

Kiedy byłam młodsza, było mi ciężej niż teraz. Co ma zrobić takie zagubione dziecko, które się z nikim nie bawi? A co ma zrobić, kiedy trzeba iść gdzieś coś załatwić, albo zaprezentować referat, a ono nie chce i na tydzień przed wydarzeniem czuje ścisk w brzuchu... To nie było łatwe, ale o dziwo, teraz, kiedy mam coś załatwić, gdzieś zadzwonić, coś wygłosić, tego ścisku już nie ma. Idę, robię swoje, wychodzę na chwilę ze swojej "strefy komfortu"... a potem do niej wracam. Odkryłam, że to nie tak, że nie umiem w razie czego zachować się jak normalny człowiek, ale bardziej nie chcę. Jak pisałam już w jednym poście, jestem ogólnie trochę inna niż większość ludzi. I, będąc szczera, nudzę się w ich towarzystwie i szybko irytuję. Wolę posiedzieć sama w domu, ze świnkami, ewentualnie z konkretnymi ludźmi, których lubię. I naprawdę, całkowicie, jest mi z tym dobrze. Nie zamierzam przekonywać się na siłę, że chcę iść na bal magisterski skoro nie chcę i po prostu nie pójdę. Po co miałabym się zmuszać? Pewnie kilka lat temu znalazłabym jakieś odpowiedzi na to pytanie, dziś nie znajduję żadnych.

Współczesny świat o dziwo ułatwia życie takim jak ja. Mogę zamówić pizzę przez internet, zapłacić za nią przelewem i jeszcze elegancko dobrać sobie składniki, zamiast babrać się w idiotycznej rozmowie telefonicznej z pizzerią. Mogłabym. Umiałabym. Ale po co? Nie czuję przymusu, żeby chodzić na imprezy, żeby wciąż udawać "normalnego" człowieka i czas, który na tym zaoszczędzam, mogę poświęcić na bloga, na pisanie książek, nagrywanie filmików i na to, by czerpać z życia 99% satysfakcji, a nie tylko 50, bo reszta to tkwienie na jakimś dziwnym wyjściu towarzyskim, którego w sumie to nie chciałam, ale uznałam, że wypada.

Jeśli komuś jest w jego skorupie źle, jeśli chce walczyć i się zmieniać, może próbować. Ja jednak zostanę po prostu przy byciu sobą, bo naprawdę nikt za mnie życia nie przeżyje i nigdy nie zadowolę wszystkich. Jeśli więc zostanę uznana za połowę ludzi za dziwaczkę i odludka, to wierzę, że znajdzie się ta druga połowa, która mnie weźmie taką, jaką jestem. Bo w końcu żyję, wychodzę z domu, robię normalne zakupy i chodzę na mecze. Po prostu, kiedy nie muszę, nie utrudniam już życia sobie dopasowywaniem się, ani innym swoją milczącą, niezręczną obecnością. 

Komentarze

  1. Internet wiele ułatwia w dzisiejszych czasach. I może nie tyle co nie lubię, ale nie zawsze mam ochotę z kimkolwiek rozmawiać. Chociażby to durne zamawianie jedzenia jak piszesz. Ale w tym wypadku na szczescie posługuje sie wspaniałą aplikacją na telefon. Wiele ułatwia 😊

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz