Nowy projekt! + mały update, co u mnie, czy żyję i co dalej z blogiem



Witajcie kochani 

Z reguły nie robię postów takich jak ten, bo zdaję sobie sprawę, że to jeszcze nie ten poziom bloga, żeby kogokolwiek interesowało, czy nadal go prowadzę, albo czemu tego nie robię. Ten wpis pewnie by więc nie powstał, gdyby nie...

No właśnie. Gdyby nie tytułowy Nowy Projekt. 

Jeżeli ktoś śledzi mnie na FB, ma mnie w znajomych albo obserwuje na Instagramie, zapewne ma już dość mojego zmasowanego spamu stroną, którą niedawno założyliśmy razem z moim narzeczonym. A dokładniej mówiąc zbiorem stron na różnych social mediach o naszych świnkach. Pod nazwą Pigletkowo wystartował już fanpage, instagram, a już na dniach wystartuje też kanał YouTube. Jeśli ktoś się w miarę orientuje, to wie, że mamy już cztery świnki - najnowsza, Ginny, przyjechała we wrześniu z hodowli "Cavior". To właśnie ją podziwiacie na zdjęciu u góry. Ponieważ jesteśmy psychicznie już tak zaświnieni, jak tylko się da, a rzetelnych stron o świnkach wciąż jak na lekarstwo, zaczynamy naszą przygodę z Pigletkowem. Trochę tam będzie życia stadka, a trochę porad. Powiem Wam, że bardzo bardzo się w to wciągnęłam i czuję fajny dreszczyk emocji. I spamuję wszędzie gdzie się da, no bo muszę, bo nawet nie wiecie, ile wiąże z tym nadziei.

A co z moim głównym blogiem? Ostatnio mnie tu jak na lekarstwo i czy program pigletkowy oznacza, że ten blog usuwam w cień? 

Absolutnie nie!

Wiecie, że nie jestem takim blogerem, co to by wrzucał wpisy regularnie, niestety, wiecie, że piszę wtedy, kiedy czuję taką potrzebę, bo inaczej stałabym się niewolnikiem bloga. I to się nie zmieni. Raz mam mnóstwo natchnienia, a raz go brak, na dodatek, jak mam nadzieję pamiętacie, studiuję prawo (przecież student prawa zawsze sam Ci o tym powie, nie?) i teraz jestem już na piątym, ostatnim roku. Niedługo pisanie pracy i te sprawy. Na dodatek w wakacje miałam przeprowadzkę, w międzyczasie doświnianie. I mnóstwo życiowych przemyśleń, ale to nie na bloga, a na pewno nie teraz... Także będę, zawsze, kiedy będę mieć czas i chęć, to będę, a na dodatek liczę na to, że codzienna aktywność na pigletkach zmotywuje mnie do tego, by i tutaj bywać ze zdwojoną siłą.

Cóż mogę powiedzieć więcej? Jeśli jest ktokolwiek, kto przeczytał całe te wypociny, to dziękuję mu za to bardzo. I zapraszam na fanpage po link do Pigletkowa, będzie mi cudownie, jeśli i tam mnie wesprzecie. A na razie znowu znikam, ale mam nadzieję, że jeszcze w grudniu coś się pojawi. Do zobaczenia więc w kolejnych wpisach, oby wcześniej niż później.

Komentarze