O krok bliżej spełnienia marzeń - wyjazd do Koszalina 6.05.2017


Powoli robi się naprawdę gorąco. Za nami pierwszy z trzech ostatnich meczy sezonu, a więc zostały już tylko dwa spotkania. Dwa spotkania do medalu. Dwa spotkania do mistrzostwa?

Chyba nikt, kto śledził losy Vistalu Gdynia w ciągu ostatnich kilku lat, nie ma wątpliwości, że trwa właśnie historyczny sezon i dawno nie było tak blisko do złota. Jesteśmy już u schyłku walki o medale, a Vistal wciąż dumnie stoi na pozycji lidera. Sytuacja nie jest jeszcze niestety jasna, ale bardzo napięta, ale z drugiej strony, jak wspominałam poprzednio, dzięki temu przeżywamy niesłabnące emocje. Rok temu o tej porze walczyliśmy o brąz. Dziś toczymy o wiele poważniejszy bój, złoty krążek jest na wyciągnięcie reki, pytanie tylko, czy dziewczyny po niego sięgną?

Wczoraj Koszalin. Miasto, które zawsze będzie mi się dobrze kojarzyć, z moim pierwszym meczowym wyjazdem. Nieliczną, ale fajną i oddaną grupką spotykamy się o 13 niedaleko gdyńskiej hali sportowej, pod halą nie możemy, bo ulice znowu pozamykane dla biegaczy. Dwie osoby jadą po bęben, chwilę na nich czekamy, ale potem dostajemy telefon, żeby nie tracić czasu, ruszać, a i tak później w trasie się spotkamy i porządnie rozdzielimy na auta. Tak też się dzieje, po drodze na stacji robimy postój i ustalamy kto z kim jedzie, a potem ruszamy w dalszą drogę, z małą przerwą na obiad. 



W Koszalinie jesteśmy o idealnej porze, ani za wcześnie, ani za późno, o 16.45, 15 minut przed meczem. Ochrona prowadzi nas na nasz sektor, na którym czeka już kilku innych kibiców z Gdyni. Razem świetnie wypełniamy hasło 'nieliczni, ale fanatyczni', jest nas mało, ale staramy się dać z siebie wszystko. Podobnie postępują dziewczyny na parkiecie, nareszcie widać, że zła passa minęła i mecz od początku bez większych kłopotów prowadzimy. Po pierwszej połowie wynik to wspaniałe 10:17 dla nas, a druga część spotkania tylko powiększa ten pogrom. Wprawdzie w pewnym momencie robi się niepokojąco, trener wypuszcza drugi skład i przewaga zaczyna topnieć, ale szybko udaje się ją powiększyć i możemy cieszyć się fantastycznym wynikiem 21:30. Dawno nie udało się wygrać tak wysoko, więc bardzo, bardzo się cieszę; widać, że jest jeszcze nadzieja na pokonanie ostatnich dwóch drużyn, które stoją nam na drodze do złotego medalu. Zostajemy jeszcze chwilę na hali, przybijamy piątki z dziewczynami, a kiedy w końcu wracamy, czeka nas pewna niezbyt miła niespodzianka...



Przypadek? Być może, nie mniej jednak tracimy czas na wymianę koła, ze świadomością, że później dotrzemy do Gdyni. Nawet nie pamiętam, o której ruszyliśmy w końcu do domu, ale za to pamiętam doskonale miły postój, jaki sobie zrobiliśmy po drodze. Te wyjazdy, kiedy jest nas niewielu, mają w sobie coś, czego nie mają żadne inne i dlatego chcę wrzucić tu małe podziękowanie dla wszystkich, którzy byliście wczoraj. Daliśmy radę. Przed 21 ruszamy ze stacji, a przed 22.30 jestem w domku, zmęczona i głodna, ale za to bardzo zadowolona z wyjazdu i z wyniku. Gdybyśmy wczoraj wygrali 1 czy 2 bramkami, martwiałabym się bardzo, teraz nie chcę mówić hop, ale z pewnością nadzieja jest. O tym, co będzie dalej , przekonam się na własne oczy, bo po wczorajszej wygranej szykujemy się na wyjazd za tydzień do Lublina. 



Kocham tę drużynę właśnie za to. Jest porażka i łzy w Elblągu, ale za to za kilka dni niesamowita radość zwycięstwa w Koszalinie. Mamy możliwości, potrafimy się podnieść i to jest najważniejsze. A teraz obu ku lepszemu, bo za tydzień dopiero czeka nas prawdziwa walka. I jeszcze trochę, jeszcze dwa małe kroczki naprzód i już nikt nam nic w tym sezonie nie zabierze.

Komentarze

  1. Jak zwylke Olga duuuuże brawa za reportaż.Dzięki

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak sobie mówiłem , jak Kozłowska trafi w bramkę to nic na nią nie będę pisał.Jednak skreślę kilka słów w podzięce dla niej Stanęła na wysokości zadania i 98% akcji jej wychodziło Te 2 % to nie trafione strzały .Było nie źle .Jednak co trwa to trwa Januszewska zdobywała bramki z podań w polu i po przechwytach Była OK Moja ulubienica Magda Stanulewicz otrzymała 4 ( słownie CZTERY) podanie na skrzydło i zdobyła 4 bramki .To świadczy że nic nowego Gra środkiem trwa ja (TV Trwam) Miło że nasza garstka kibiców mogła dopingować nasze Gwiazdy z pełnym zapałem.Adaś grał na bębnie niczym perkusista z Deep Purple Gardło zdarłem, ale warto było Szczęśliwy wracałem do domu z myślą o następnej sobocie i meczu w Lublinie.Jak nic nie spodziewanego mi nie wypadnie to ruszam w podróż

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz