I sen się spełnił!



Kto został mistrzem Polski? No kto? No Vistal oczywiście :D


Minęła doba i bardzo chciałabym napisać coś z ładem i składem, coś takiego, jak tradycyjne wyjazdowe relacje z meczy, ale po prostu nie potrafię. To, co się działo wczoraj, pamiętam jak jakiś trans, z którego chyba jeszcze do końca nie wyszłam.


We wrześniu minie 7 lat odkąd jestem w Klubie Kibica. 7 długich lat, odkąd zaczęłam jako ciche nieogarnięte dziecko, które zechciało dołączyć do grupki chłopaków z bębnem, której tak zazdrościło sezon wcześniej. Wtedy nie było bloga, nikt pewnie nie zwracał na mnie zbyt wielkiej uwagi, ale wciągnęłam się, wciągnęłam w kibicowanie drużynie na śmierć i życie i wytrzymałam sezon za sezonem, kiedy skład KK zmieniał się i przechodził mniejsze i większe przygody. W 2012 roku, krótko po moim dołączeniu, Vistal (wtedy jeszcze Vistal Łączpol) zdobył złoto i chyba nie muszę kolejny raz opowiadać, jak się wtedy czułam. Byłam jeszcze w sumie raczkującym kibicem, ale tamtą radość pamiętam do dziś i chyba nie zapomnę jej nigdy.


I potem nastało kolejne 5 lat. Kolejne 5 długich lat oczekiwania, wielkich, ale zawiedzionych nadziei. Vistal zawsze był wysoko, ale niedostatecznie. Zdobywał medale i puchary, ale to wciąż nie było TO. Aż do wczoraj. Wielki, długoletni, wyśniony sen mój i wielu innych kibiców się spełnił. 


Długo się zbierałam do napisania tego posta i za każdym razem, dochodząc do tego momentu, coś się urywa. Nie umiem sklecić podsumowania sezonu, z którego dobrze pamiętamy pierwszą, niemal w całości zwycięską rundę, nie umiem zrobić relacji z meczu i w końcu nie umiem opisać tego, co działo się wczoraj. Jak cudownie, że mecze w sezonie rozegrały się tak, a nie inaczej i decydował dopiero ten wczorajszy. Jak cudownie, że zagraliśmy i mogliśmy świętować u siebie. Że było mi dane móc obserwować ten pojedynek, nie dowierzać, aż w końcu mieć łzy w oczach po gwizdku i poczuć, jak bardzo warto było czekać. I że mimo ochrony, która uparcie usiłowała cofnąć mnie na sektor, nawet mimo zgody na przejście, w końcu udało mi się wedrzeć na parkiet i zapozować do zdjęcia z zawodniczkami. Tak smakuje szczęście i wie to doskonale ten, kto wczoraj tez poczuł to, co ja. 


Kochani. Na pewno to co tutaj napisałam to nie do końca to co miało być i czego oczekiwaliście. Ale pragnę podzielić się z Wami cała ta radością, kiedy znów po 5 latach możesz krzyknąć 'Vistal Mistrz!'. I wiesz, że było warto - czekać, wydawać pieniądze i poświęcać czas na wyjazdy, znieść każdą porażkę, by dane ci było przezywać to, co wczoraj. Świętujemy, bo mamy co świętować i świętujmy jeszcze długo, niech cała Gdynia dowie się, jakie perełki posiadamy wśród naszych sportowców. A potem nadejdzie prezentacja zespołu, kolejny sezon i kolejne wyjazdy, opisane tu przeze mnie. 


I wiecie co Wam dzisiaj powiem? Że moja wiara nie osłabnie już nigdy. Że to nie pierwsze i nie ostatnie złoto. I że nasze mistrzynie nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa. Nawet jeżeli znów będzie trzeba czekać 5 lat. Albo 15. Bo potrafimy. Bo jak nie my, to kto?

Komentarze

  1. Dzięki za cały sezon,za poetyckie opowieści,za samą siebie. Czekamy na następne złoto i te "małe złoto"😉Olga jesteś dla mnie super blogierką💐💐💐

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz