Doping siedmiu wspaniałych - wyjazd do Lublina 13.05.2017


Za nami przedostatnie spotkanie w tym sezonie. Temperatura na szczycie tabeli wrze, a gdyńscy kibice nerwowo zaciskają kciuki w nadziei i oczekiwaniu na pierwszy od pięciu lat złoty medal. Wczoraj, w sobotę 13 maja, odbył się ostatni wyjazd sezonu. Siódemka wiernych vistalowców wyjęła sobie cały dzień z kalendarza po to, by być z drużyną i na własne oczy obejrzeć pokonanie lublińskiego Selgrosu.

Zacznijmy od tego, że mecz został wyznaczony na nietypową porę, czyli godzinę 14.15. My z Gdyni mieliśmy tam niezły kawałek drogi, więc trzeba było wstać po 5 i ruszać o 6. Podzieliliśmy się na dwa samochody i ten w którym mnie nie było, wyjechał jeszcze wcześniej. Mimo tej małej niedogodności, cieszyłam się bardzo, bo lubię takie wyjazdy, czym wyjazd jest dłuższy, tym lepszy. Jedziemy więc swoimi autami, każdy osobno, ale w stałym kontakcie. O 9 robimy pierwszy postój, za jakieś 2 godziny następny, a przed 13, z dużym zapasem czasu do meczu, docieramy do Lublina. 




Korzystając z tego zapasu wybieramy się na obiad - do knajpy Prawdziwy Kebab u Prawdziwego Polaka. Wtedy już jesteśmy prawie wszyscy razem, w sześć osób i zajadamy pyszny kebab, rozmawiając o zbliżającym się meczu. Pod halę docieramy po 14, ale nim dajemy radę zaparkować samochody i wyładować się ze sprzętem, a potem jeszcze dogadać na wejściu, wchodzimy na sektor gości prawie na styk. Rozpoczyna się zacięta walka, obie drużyny nie odpuszczają, a Gdynianki do boju zagrzewa nasza siódemka kibiców w żółto-biało-niebieskich barwach. Bardzo wyrównana pierwsza połowa kończy się wynikiem 13:13.



Na początku drugiej połowy sytuacja ma się podobnie. Obu stronom mocno zależy na zwycięstwie i żadna nie chce odpuścić. O dziwo jednak w końcówce, jakichś ostatnich 10 minutach, następuje przełom. I to na naszą korzyść. Niespodziewanie gdynianki odskakują na kilkubramkowe prowadzenie i już nie dają się pokonać. Spotkanie kończy się wynikiem 25:27 i już wiemy, że będziemy wracać w świetnych humorach. Po meczu zostajemy jeszcze chwilę na hali, krzyczymy hasła typu 'Jesteście najlepsze!', a dziewczyny podchodzą, żeby nam podziękować i pokrzyczeć z nami. 



W czasie drogi powrotnej śledzę relację meczu Zagłębia Lubin i Pogonii Szczecin, gdyż wygrana Pogonii mogłaby dać nam mistrza już w sobotę. Na nieszczęście dla nas, wygrywa Zagłębie. Z drugiej strony oznacza to kolejną dawkę sportowych emocji, gdyż o mistrzostwie rozstrzygnie środowe spotkanie w Gdyni. W drogę powrotną staramy się jechać razem i jesteśmy bardzo zmęczeni, ale za to zadowoleni. Jakoś tak często te dalekie wyjazdy kończą się porażką. Tym razem jednak spokojni i uszczęśliwienie docieramy w końcu do domu, około północy, po niecałej dobie spędzonej w trasie. 



Uf. To było męczące, chwilami stresujące, ale cudowne przeżycie. A póki co, jeszcze lepsze szykuję się w środę w Gdyni. Co najmniej srebro mamy już w kieszeni, a szansa na kolejny złoty medal, który ostatnio zdobyliśmy w 2012, już dawno nie była tak duża. Kiedy o tym myślę i sobie to wyobrażam, nie jestem w stanie tego wyrazić słowami, bo chyba tylko kibic, który coś takiego przeżył, wie o czym mówię. 5 lat temu oglądałam finał w tv, teraz obejrzę to na żywo, w gdyńskiej hali i będę mogła świętować jak nigdy. A więc, wszyscy kibice, którzy to czytacie, trzymajcie mocno, mocno kciuki, a przede wszystkim, bądźcie tego dnia z nami. Środa, 17 maja, 17.45 - Wszyscy Na Mecz. 

Komentarze

Prześlij komentarz