Pseudohodowlom mówimy NIE! Wszystkim.



Są psy rasowe i nierasowe, to wszyscy wiemy. Może niektórzy też orientują się, że są hodowle psów i pseudohodowle, gdzie warunki w jakich żyją zwierzęta są niczym z najgorszego koszmaru. Ale czy stojąc przed szybą kolorowego, wesołego sklepu zoologicznego zastanowiłeś się kiedyś skąd przyjechały zwierzęta tam sprzedawane? Skąd są te wszystkie puchate kuleczki futra, te świnki, króliki i chomiczki? Niestety, nie pojawiły się tam z żadnych magicznych miejsc i nawet jeśli nie są rozmnażane dosłownie na zapleczu, to mają za sobą najczęściej bardzo ciężką drogę.

Temat ciężki. Kontrowersyjny. Bardzo mi bliski. 

Jeżeli czytaliście moje poprzednie świnkowe wpisy, to wiecie, że trzy z moich świnek pochodzą z zoologa. Tak się złożyło, że z tego samego, z sieciówki, której nazwy tu nie wymienię. Niestety, świadomość ludzi na temat takich sklepów oraz pochodzenia zwierzaków, jest bardzo niska i jakiś czas temu ja sama nie miałam o niczym pojęcia. Sklep zoologiczny budził we mnie poczucie, że mam do czynienia z pewnego rodzaju autorytetem i zwierzęta z takiego miejsca na pewno są zdrowe, nieciężarne i pochodzą z pewnego źródła. To były te czasy, kiedy jeszcze dawałam się nabrać na 'małe, domowe hodowle', a o istnieniu Cavies Club of Poland nawet nie wiedziałam.

Temat pseudo gryzoni i zajęczaków, jak i temat pseudo w ogóle, jest trudny i to z kilku powodów. Po pierwsze, mało komu przychodzi do głowy, że w ogóle jest coś takiego jak gryzoniowe pseudo, bo też mało kto wie, że można mieć gryzonia rasowego. Nawet po wpisaniu w google hasła 'pseudohodowla' wyskakują zdjęcia tych psich. A gdzie te szopy, w których trzyma się tabuny mniejszych zwierząt po to, by brat z siostrą i syn z matką rozmnażali się dopóty, dopóki samica nie padnie z wycieńczenia? Nikt nic nie wie, nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał. 

Niestety, miłe puchate zwierzaczki z zoologa pochodzą z takich właśnie warunków. Z brudnych szop, w których samica rodzi miot za miotem, bez kontroli, a zwierzęta rodzą się słabe, kruche, często z wadami genetycznymi. Bez odpowiedniej opieki, bez dostępu do weterynarza, karmione byle czym i za wcześnie odsadzane od matki. Miesięczna hodowlana świnka powinna ważyć powyżej 300g, podczas kiedy do zoologów trafiają 200gramowe, ponoć dwumiesięczne, maluszki. I, no jasne, pewnie nie każda pseudo tak wygląda, a te niektóre 'domowe hodowle' mają schludniejsze, lepsze, fajniejszej warunki. Ale pseudo zawsze pozostanie pseudo, a obok zarejestrowanej, porządnej hodowli nawet nie stoi. 

Kiedyś myślałam, że jak ktoś chce posiadać rasowe zwierzę, to jest takim trochę bucem. A bo inne to gorsze? Nie gorsze, ale warunki, z jakich pochodzą, są straszne i trzeba z tym walczyć, jak tylko się da. Kupując u pseuducha, bezpośrednio, czy nawet pośrednio przez sklep, wypłacasz mu pensję za krzywdzenie zwierząt. Za rozmnażanie ich bez odrobiny wiedzy o genetyce. A na miejsce każdego kolejnego zwierzaka, który kupicie, przyjdą następne i następne i dopóki kupować ludzie będą, to istnienie takich miejsc będzie się tym okrutnym ludziom opłacało. Powiecie, że jeden człowiek nic nie zmieni - ale po to trzeba uświadamiać, żeby więcej ludzi coś zmienić mogło, a relacja między popytem a podażą to nie jest mit. Powiecie, że żal Wam tych zwierzaczków w sklepach i chcecie je uratować - ale czy samic umierających z wycieńczenia porodami Wam nie żal? A czy fakt, że średnia długość życia świnek kiedyś wynosiła lat 10, a dzisiaj to tak z 5, nie przeraża? Po co nam kolejne dzieci matek z synami, braci z siostrami. 

Ja już nic nie kupuję w zoologach, a tym bardziej takich, które sprzedają zwierzęta. Nawet karmy. A moim małym, nieśmiało kiełkującym w głowie marzeniem jest posiadanie własnej hodowli świnek morskich. Ale, oczywiście, to perspektywa długich lat gromadzenia funduszy i zdobywania wiedzy. W międzyczasie chcę uświadamiać, że pseudohodowle są, jest ich pełno i rozmnążają nie tylko psy - ale i króliki, świnki i inne maleństwa. I nie ma gorszych i lepszych pseudo - każde jest tak samo złe, każde bez wyjątku, obojętnie jakie zwierzę się tam 'produkuje' i jakie pozornie lepsze warunki wprowadza. Nie dajcie się zwieść określeniu 'mała, zaciszna, domowa hodowla' - prawdziwa hodowla jest zarejestrowana w odpowiednim związku i (a przynajmniej tak jest u świnek) ma zakaz sprzedaży zwierząt do sklepów. I ma nie tylko dobre warunki, ale też rozmnaża zwierzątka zachowując jak najlepsze geny, walcząc o silne, zdrowe zwierzęce dzieciaczki. 

Następnym razem, widząc ogłoszenie ze świnką za 10, 20 czy nawet 70zł niech zapali Wam się lampka. Niech zapali się, kiedy będziecie przechodzić koło sklepu pełnego klatek czy akwariów z żywymi pupilami. I wspólnymi siłami ukróćmy ten okrutny proceder, bo pseudo to zło w czystej postaci - pseudo psie, świnkowe, królicze i każde inne.

Komentarze