Kiedy chcemy by Mars stał się Wenus...



Każdy, kto mnie bliżej zna prywatnie, miał zapewne szansę się zorientować, jakie mam poglądy na temat kobiet, mężczyzn, związków i całego tego modnego ostatnio 'feminizmu'. Odkąd żyję na słowo 'równouprawnienie' wszystko się we mnie skręca, a z rzekomo 'seksistowskich' żartów śmieję się bardziej niż niejeden facet, ale ten post to tak naprawdę nie o tym. Ten post będzie o związkach, a dokładniej o tym magicznym momencie, w którym orientujemy się, że nasz książę z bajki zrzucił szaty i koronę i wystroił się w gacie w kratę i w puszkę piwa. Ups. Czy to już oznacza, że gwarancja do naszego modelu się skończyła i trzeba go wymienić na nowy?

Wiecie, jak to jest - trzy miesiące zauroczenia i wpadamy w rutynę. Różowe okulary spadają nam z nosa i zaczynamy dostrzegać wady ukochanej osoby. Ale też i mniej się dla siebie staramy. I Ty nie zakładasz już codziennie miniówki i tony makijażu, i On pozwala sobie na zostawienie brudnej skarpety pod łóżkiem i wyhodowanie kilkudniowego zarostu. I to, tak w gruncie rzeczy, wcale nie jest złe, bo w końcu masz kogoś, przy kim możesz wyluzować, beknąć, zwymiotować i niczego się nie wstydzić. Oboje kogoś takiego macie.

Tylko z czasem zaczyna Ci to przeszkadzać w druga stronę. Musisz ciągle zbierać za nim te brudne skarpety i zmywać te brudne talerze, gotować mu i prać, a ten jego zarost drapie Cię w twarz. A na dodatek On Cię nie rozumie. Nie chce słuchać Twoich ploteczek o Kaśce i jej najnowszym związku, nie chce chodzić z Tobą do kina na romantyczne komedyjki o miłości i przewraca oczami kiedy zbiera Ci się na płacz z jakiegoś arcyważnego powody, który dla Niego jest banalny. I na dodatek nigdy go nie ma, bo wciąż chce wychodzić na piwo z kumplami, a kiedy wyjątkowo jest, to cały dzień gra w GTA na konsoli. I zakupów w galerii handlowych nie znosi zbyt dzielnie, tylko stęka, że go to nudzi i męczy. 

No nie jest trochę tak? Każdy egzemplarz jest inny, jeden pomaga w domu mniej, a drugi więcej, ale ich wszystkich coś łączy. Są facetami. Choćbyś nie wiem jak starła się swojego mężczyznę wychować, choćbyś oszukiwała się, że jest inaczej - pewnych rzeczy nie zmienisz i już. On potrzebuje wyjścia na to piwo tak samo, jak Ty potrzebujesz ploteczek na kawie z przyjaciółką. I nie wzruszy się tym, czym Ty się wzruszasz, bo ma inną wrażliwość emocjonalną, inny umysł, nastawiony na inne rzeczy. Bo po prostu się różnimy. Bo zostawianie brudnych skarpet i spojrzenie się na damski tyłek siedzą gdzieś tam głęboko w ich naturze, w naturze tych polujących na zwierzynę jaskiniowców. Jasne, są miłe egzemplarze, które zmyją po sobie naczynia i szybko odwrócą wzrok od tego tyłka, a są i takie wadliwe, które Cię zdradzą albo uderzą i trzeba je grzecznie albo mniej grzecznie pożegnać. Ale jest i średnia, jest też 'po prostu facet' i czym szybciej my, kobiety, to zrozumiemy, tym lepiej dla nas. 

Są dwie teorie na temat dojrzewania facetów. Jedna z nich mówi, że dojrzewają oni po czterdziestce, a druga, że wcale. Ja wierzę w tą, że dojrzewają pół roku po śmierci. Facet to takie duże dziecko, które potrzebuje zjeść, wypić, wsypać się i przytulić do cyca i wtedy jest szczęśliwe. Możesz je delikatnie spróbować wychować, ale jeśli przesadzisz, wtedy będzie bunt. I naprawdę, kiedy spojrzysz na to w ten sposób, kiedy zrozumiesz, że on wcale Cię nie chce tym piciem piwa i niewrażliwością skrzywdzić, wtedy lepiej będzie i Tobie i jemu. I ja wiem, że to nie jest łatwa sztuka, sama jetem kobietą i uczę się tej sztuki każdego dnia. Ale wiem, że kiedy już ją opanuję, kiedy zrozumiem, że facet nie stanie się kobietą, a kobieta mężczyzną, bo każde z nich jest zbudowane i fizycznie i psychicznie nieco inaczej, wtedy będzie większa szansa na to, że wytrzymam z moim modelem aż się zużyje, bez potrzeby wymieniania go co i rusz na nowszy. I wytrzymam we względnym spokoju i szczęściu, a przecież wszyscy do tego dążymy, prawda?

Komentarze

  1. Kontrowersyjne podejście, ale w pewnym sensie można się z nim zgodzić. Mężczyzny nawet po ślubie zmienić się nie da :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Drobne zmiany zawsze można próbować wprowadzać, ale bez szaleństw ;)

      Usuń
  2. Swietny tekst i zgadzam się w 100%!
    A najlepsze, że do ostatniego zdania myślałam, że post napisał facet :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha :D No ja generalnie bardziej lubię facetów niż te rozhisteryzowane wiecznie baby ;)

      Usuń
  3. No w końcu ktoś z podobnym podejściem do tematu jak ja! Nie mam nic do dodania, zgadzam się z każdym jednym słowem. Pozdrawiam, www.youcancallmeann.pl

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz